No nie, zaniedbuje tego bloga coraz bardziej... Przepraszam Was bardzo moi kochani, ale szkoła mnie wykańcza. Od kilku dni jestem chora ale dzisiaj mój kręgosłup jest posłuszny więc w wyniku nudy postanowiłam napisać coś nowego. Przepraszam jeśli nie wyjdzie, ale po pierwsze: czuje się jakby mnie coś przejechało, a po drugie: nie mam pomysłów. Miło było zobaczyć te UWAGA: aż 3 komentarze pod ostatnią notką :D Dziękuje, że ktoś z Was w ogóle się pofatygował :D Miłego czytania...
Koniec ferii zimowych
OCZAMI JUSTINA
Poniedziałek, pierwszy dzień szkoły, walentynki- po prostu lepiej być nie mogło, pomyślałem czochrając swoje włosy przed lustrem. Ubrałem się, byłem już spakowany od jakiegoś tygodnia- w końcu nie wychodziłem w ogóle z domu więc nie ma się co dziwić, że aż tak mi odwaliło. Zarzucając plecak na ramię, zbiegłem na śniadanie. Śmiechy i pogaduszki było słychać od rana, mama i jej nowy facet obściskiwali się i w ogóle. Wziąłem z talerza tosta i wyszedłem z kuchni- nawet mnie nie zauważyli, może to nawet dobrze. Zjadłem w pośpiechu, drugą ręką wiążąc buty i wyszedłem z domu. Od paru dni, śnieg sypał jak cholera, ale na szczęście mój samochód schowany był bezpiecznie w garażu, więc nie musiałem go odśnieżać. Rzuciłem plecak na przednie siedzenie, obok mojego i włączając radio ruszyłem do szkoły. Dawno nie słyszałem innych głosów, poza swoim i mamy. Chyba na prawdę mi odwaliło- odizolowałem się od świata na 2 tygodnie. Po paru minutach gadania do siebie, byłem pod szkołą. Zaparkowałem samochód, wysiadłem, a od tyłu wskoczyła mi na plecy jakaś dziewczyna. Była to Meg, moja dobra koleżanka.
-Justin, patrz co mam, od rana dziewczyny latają za mną i wrzucają mi kartki do worka specjalnie dla Ciebie, wiedzą, że jestem jedną z dziewczyn z, którą rozmawiasz dosyć często- uśmiechnęła się szeroko, wręczając mi coś w stylu różowej reklamówki.
-Dzięki, ale walentynki nie są dla mnie, dyskretnie to wyrzuć- puściłem jej oko, a ona odwzajemniła to uśmiechem.
W końcu, minąłem drzwi szkoły. Nic się w niej nie zmieniło, obskurne korytarze, popisane ściany- no, ale sam wybrałem, że będę dalej do niej chodził i uczył się z wszystkimi więc nie powinienem narzekać. Nagle zobaczyłem siedzącą na ławce, ze słuchawkami w uszach Jass. Spojrzałem na zegarek- 9:43. Zważając na to, że nie spałem w nocy -nie myślałem o niej od 7 godzin, to chyba mój rekord. Chciałem obrócić się na pięcie, i wyjść. Schować się gdzieś. To dziecięco głupie, ale tego właśnie chciałem. Uciekaliśmy od siebie. Coraz bardziej i częściej unikaliśmy siebie. Nawet modląc się z całego serca, aby się nie spotkać, natykaliśmy się na siebie, na każdym kroku. To było męczące i bolesne... Bardzo bolesne. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że w głębi duszy coś do siebie czujemy, coś mocnego, nieopisanego to nie możemy normalnie porozmawiać. To nie stres, ani nic z tych rzeczy. Może po prostu jesteśmy tak mało dojrzali, że nie potrafimy tego rozwiązać w normalny sposób. Łza spłynęła mi po policzku. Bieber, nie becz- zaciskałem pięści, próbując wziąć się w garść. To żałosne- płaczący chłopak. Jass sprawiła, że stałem się jakiś taki.. Miękki.. Wrażliwy na ludzkie cierpienie, bardziej wrażliwy... Romantyczny... O mój boże co ja w ogóle wygaduje, pomyślałem.
-Zachowuje się jak baba- szepnąłem.
W pewnej chwili zorientowałem się, że stoję nieruchomo na korytarzu już od paru minut. Nadal wpatrzony w Jass. W moją piękną Jass, której tak bardzo chciałem dotknąć. Chciałem ją poczuć. Nie rozmawiamy ze sobą, może czeka, aż ja wezmę sprawy w swoje ręce. Ale przecież boje się odrzucenia. Zastanawiałem się co mogę zrobić. Nagle zadzwonił dzwonek. Udałem się na lekcje.
OCZAMI JASS:
Mój telefon zaczął wibrować, więc dyskretnie wysunęłam go z kieszeni spuszczając głowę, aby odczytać wiadomość. Na ekranie widniał napis "JUSTIN". Serce zabiło mi mocniej. Czego on może chcieć? Siedząc tak parę minut, postanowiłam nacisnąć przycisk "odczytaj wiadomość". Na ekranie pojawiło się tylko jedno słowo... Tęsknie...
29 grudnia 2010
13 listopada 2010
POWRÓT!
UWAGA, UWAGA! WIELKI POWRÓT :D
Moi Kochani, wracam z nową siłą i nowymi pomysłami, obiecuje że ten blog nie będzie już taki monotonny, podobny do wszystkich. Rozdziały nie będą dodawane oczywiście codziennie no ale kiedyś tam będą, prawdopodobnie co piątek.. Szkoda tylko, że mało osób komentuje mój blog, w sumie sama nie mam skłonności do komentowania innych więc jak najbardziej Was rozumiem ale taki jeden komentarz od czasu do czasu tworzy uśmiech na mojej twarzy :D Nie przeciągam, miłego czytania...
/Dwa miesiące później/
OCZAMI JASS
Za oknem śnieg, sąsiedzi pozaszywali się w domach. Ja siedziałam na parapecie, opatulona kocem z kubkiem herbaty w ręce. Patrzyłam przed siebie- właściwie na dom, który stoi naprzeciw mojego. Czekałam, czekałam na niego. Ostatni raz widziałam Go ponad tydzień temu-w szkole, przed rozpoczęciem ferii zimowych. Spojrzał na mnie tym czekoladowym wzrokiem. Miał takie smutne oczy, przepełnione żalem do granic możliwości, widziałam w nich ból i cierpienie. Minęło już z dobrych parędziesiąt minut a jego nadal nie było. Wiedziałam, że stoi za zasłoniętą roletą-czułam to. Gdybym tylko mogła go teraz przytulić, porozmawiać. Ale nie, w życiu bym się na to nie zdobyła, po tym co mu zrobiłam. Zostawiłam go, tak po prostu, a przecież to nie jego wina, że jest sławny. Czasem zachowywał się jak dupek ale jak mógł nie pogubić się w świecie ludzi którzy toną w pieniądzach i nie widzą niczego poza czubkiem własnego nosa? Gdyby się tak dłużej zastanowić, to przez te 2 miesiące wiele się zmieniło- wydoroślałam. Chociaż nie, nie mogę powiedzieć, że wydoroślałam skoro skrywam uczucia i zachowuje się jak małe dziecko. Przymknęłam powieki by nie wydostały się z pod nich łzy. Byłam smutna, ciężko jest żyć z przekonaniem, że dzięki mojemu szczeniackiemu zachowaniu, wszystko straciło nagle sens. Mówią, że nie można mieć tego czego się chcę. Ja mając przy sobie chłopaka swoich marzeń, oddalałam go od siebie i w jakiś sposób go całkowicie odtrąciłam. Wiem, że źle postąpiłam. Chociaż, ludzie przecież się zmieniają, może to wszystko da się jeszcze naprawić..
/Następnego dnia/
Obudziło mnie.. Uczucie mokrej plamy na bluzce.Cholera, nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam i wylałam na siebie cały kubek herbaty, nie była co prawda gorąca ale fakt faktem miałam przemoczoną koszulkę. Spojrzałam na zegarek który wisiał nad moim łóżkiem. Było grubo po 7 rano, podniosłam się z parapetu by położyć się w wygodnym łóżku ale zeskakując z niego coś "chrupnęło" mi w kręgosłupie. Parapet nie należy do najwygodniejszych, no ale to moja tak jakby ulubiona część pokoju. Kładąc się do łóżka usłyszałam jakiś trzask dobiegający z kuchni, "mama"- pomyślałam i zrezygnowałam ze spania. Skoro miałabym wysłuchiwać ten hałas to i tak bym pewnie nie zasnęła. Udałam się do łazienki i wzięłam prysznic. Umyłam zęby, ubrałam się. Te ferie to najnudniejsze 2 tygodnie mojego życia, no ale cóż. Zeszłam na dół a między moimi nogami skakał pies który żądał spaceru. Postanowiłam przejść się z nim do parku. Chyba oszalałam bo wiatr wieje z prędkością światła, a śnieg sypie tak mocno że nic prawie nie widać, ale taki spacer był również potrzebny mi. Wyszłam z domu, biorąc do ręki smycz. Po 15 minutach byliśmy w parku. Z daleka widziałam, że ktoś siedzi na ławce. Miał założony kaptur więc nie bardzo mogłam wywnioskować kto to był. Widziałam jednak, że był to chłopak. Posturą przypominał mi trochę.. Justina. Wyszeptałam jego imię, to było takie.. nieopanowane. On również mnie zauważył, jednak jego twarz nie zmieniła wyrazu. Teraz już na sto procent wiem, że to on. Nie zrobił niczego. Nie uśmiechnął się. Zresztą od tamtej pory rzadko się uśmiechał, właściwie..nie uśmiechnął się ani razu...
_______________________
Tak, wiem, że ten rozdział to głupie przemyślenia bez dialogów. Na początku miałam w sobie tyle radości, siły by go napisać.. Pisałam go półtorej godziny i wciąż coś kasowałam, nie jest tak łatwo napisać coś co było by ogółem fajne i miało sens ;) No ale ciesze się, że wogóle postanowiłam wrócić, dziękuje każdemu z Was, kto wchodzi i czyta moje wypociny, jestem z siebie dumna że mam aż 6 OBSERWATORÓW! :D Jutro bądź w tygodniu postaram sie zmienić troche grafike, ta jest taka banalna. No więc żeby nie przedłużać... DO NASTĘPNEGO *;
05 września 2010
Oczami Jass
Było już grubo po 22, a ja nadal czekałam na Justina. Miał wyłączony telefon. Byłam zdenerwowana. Nie wiem czy dlatego, że nie przyjechał. Być może bałam się że coś mogło mu się stać. Podeszłam do szafy i postanowiłam się ubrać w jakąś luźną koszulke, która odsłaniała mi troche brzucha, i obcisłe spodnie. Wyglądałam TAK. Zbiegłam po schodach i wzięłam z komody kluczyki do auta. Wyszłam z domu i wsiadłam do samochodu, po czym ruszyłam w strone domu Justina. Miałam do niego jakieś 15 minut. Po chwili byłam na miejscu. Na podjeździe zobaczyłam tylko jeden samochód-Justina. Jego mamy musiało nie być. Podeszłam do drzwi i nawet nie pukając, pociągnęłam za klamke. To było spontaniczne, taki impuls. Okazało się, że było otwarte. Gdy weszłam do środka zobaczyłam Justina, spał na kanapie w stercie papierów.
-No ładnie..- szepnęłam, podchodząc do kanapy.- Justin..- dotknęłam jego ramienia, ale nie dało to żadnych rezultatów.- Juuuuuuuuuustin- jeździłam palcem po jego policzku, ale on nic sobie z tego nie robił-spał dalej. Wzięłam szklanke wody która leżała na stoliku obok.
-Raz, dwa, trzy- miałam już przechylić szklanke ale usłyszałam zachrypnięty głos Justina.
-Ani mi sie waż..- wyszeptał, uśmiechając się. W końcu przetarł oczy, otwierając je.
-Martwiłam się o Ciebie-wplotłam palce w jego włosy. Podniósł się z pozycji leżącej i ponownie przetarł oczy, ziewając. Usiadłam obok niego.
-Przepraszam, miałem urwanie głowy. Usher powiedział że mam na jutro napisać nową piosenkę, siedziałem nad tym i widocznie zasnąłem..- przymknął oczy, kładąc głowe na moim ramieniu.
-Oj, proszę Cię, jest sobota, zróbmy coś szalonego- powiedziałam energicznie, Justin podniósł głowe i spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem. Zapewne chciał dalej iść spać.
-Może pójdziemy do jakiegoś klubu.. potańczyła bym
-Do klubu?- wybuchnął śmiechem- w życiu.
-Czemu?
-Yyy, nie widziałaś gazet?- śmiał się dalej.
-Nie?- powiedziałam z przekąsem.- A co?
-Nic..- odpowiedział, zbierając papiery z podłogi. Wzięłam jedną kartke i przeczytałam tytuł: "RUNAWAY LOVE".
Oczami Justina
-To ta nowa piosenka?- zapytała.
-Tak, Usher ma zadzwonić i wymyślić z kim ją zaśpiewam. Tak wogóle długo się nie odzywa..- powiedziałem, szukając telefonu pod poduszką. Kiedy wziąłem go do ręki zobaczyłem że jest wyłączony.- Kurwa..- syknąłem.
-Właśnie dlatego się martwiłam..- szepnęła. Telefon włączył się za piątym razem. Nie czytałem wiadomości. Ruszyłem myszką i zaświecił się ekran laptopa. Pare-naście wiadomości od Ushera i Scotta o treści "CO Z TOBĄ DO CHOLERY?" albo "ODEZWIJ SIĘ". Zacząłem im odpisywać.
Po paru minutach spojrzałem na Jass, była znudzona.
-Co jest?- zapytałem nie odrywając wzroku od ekranu.
-Nic, może byś się mną łaskawie zainteresował.- powiedziała z grymasem na twarzy.
-Nie widzisz że nie mam czasu? Jestem zajęty- odpowiedziałem ironicznie. Po chwili zadzwonił telefon. To był Usher:
-Hallo?- odezwał się.
-Siema.
-Przeczytałem tekst piosenki, jest świetna. Jutro nagrywasz.
-Już jutro?- zdziwiłem się
-Tak, załatwimy Ci kogoś do duetu.
-No, w porządku..-odpowiedziałem
Pożegnał się i rozłączył. Wszedłem na twittera, i napisałem kilka krótkich wiadomości typu " Greatest fans in the world!!!" i wogóle. Po kilku minutach, zamknąłem laptopa.
-Dobra, wreszcie mamy czas dla..- przerwał mi dźwięk telefonu, nie patrząc kto dzwoni, od razu odebrałem:
-Czego kurwa?!- krzyknąłem
-Yyy, Justin?- usłyszałem głos w słuchawce. Spojrzałem na ekran telefonu : "Scott".
-Sorry, myślałem że to ktoś inny, co tam?
Oczami Jass
Gadał i gadał. Byłam nieźle W-K-U-R-Z-O-N-A. Siedze obok Justina już jakąś godzine a on mnie totalnie olewa.
-Spadam- mruknęłam, wstając i wychodząc. Mocno trzasnęłam drzwiami ale nie wiem czy JB coś sobie z tego zrobił.- Mam go dość, jego i tej zasranej kariery- klnęłam jak najęta, mówiłam to co ślina mi na język przyniosła.- Jeżeli tak ma wyglądać nasz związek, to lepiej żeby..
-JASS!- usłyszałam za sobą głos chłopaka. Szłam dalej nie zwracając uwagi.- JASS ZACZEKAJ!- krzyczał biegnąc w moją strone.
-To koniec..- wyszeptałam, przez zaciśnięte zęby. Wsiadłam do samochodu i zapaliłam. Justin krzyczał i przepraszał a ja nie zwracając uwagi, ruszyłam z piskiem opon.
ROZDZIAŁ MIAŁAM DODAĆ WCZORAJ, ALE CO CHWILE WYŁĄCZAŁ MI SIĘ KOMP I WSZYSTKO SIĘ KASOWAŁO :/ WKOŃCU SIĘ WKURZYŁAM I PRZESTAŁAM PISAĆ. ROZDZIAŁ BYŁ LEPSZY I BARDZIEJ.. NO NIE WIEM, WZRUSZAJĄCY NA KOŃCU? ALE NIE PAMIĘTAM DOKŁADNIE CO NAPISAŁAM ZANIM MI SIĘ WYŁĄCZYŁO :/ KOMENTOWAĆ, KOLEJNY POJAWI SIĘ DZIŚ, ALBO JUTRO.
Było już grubo po 22, a ja nadal czekałam na Justina. Miał wyłączony telefon. Byłam zdenerwowana. Nie wiem czy dlatego, że nie przyjechał. Być może bałam się że coś mogło mu się stać. Podeszłam do szafy i postanowiłam się ubrać w jakąś luźną koszulke, która odsłaniała mi troche brzucha, i obcisłe spodnie. Wyglądałam TAK. Zbiegłam po schodach i wzięłam z komody kluczyki do auta. Wyszłam z domu i wsiadłam do samochodu, po czym ruszyłam w strone domu Justina. Miałam do niego jakieś 15 minut. Po chwili byłam na miejscu. Na podjeździe zobaczyłam tylko jeden samochód-Justina. Jego mamy musiało nie być. Podeszłam do drzwi i nawet nie pukając, pociągnęłam za klamke. To było spontaniczne, taki impuls. Okazało się, że było otwarte. Gdy weszłam do środka zobaczyłam Justina, spał na kanapie w stercie papierów.
-No ładnie..- szepnęłam, podchodząc do kanapy.- Justin..- dotknęłam jego ramienia, ale nie dało to żadnych rezultatów.- Juuuuuuuuuustin- jeździłam palcem po jego policzku, ale on nic sobie z tego nie robił-spał dalej. Wzięłam szklanke wody która leżała na stoliku obok.
-Raz, dwa, trzy- miałam już przechylić szklanke ale usłyszałam zachrypnięty głos Justina.
-Ani mi sie waż..- wyszeptał, uśmiechając się. W końcu przetarł oczy, otwierając je.
-Martwiłam się o Ciebie-wplotłam palce w jego włosy. Podniósł się z pozycji leżącej i ponownie przetarł oczy, ziewając. Usiadłam obok niego.
-Przepraszam, miałem urwanie głowy. Usher powiedział że mam na jutro napisać nową piosenkę, siedziałem nad tym i widocznie zasnąłem..- przymknął oczy, kładąc głowe na moim ramieniu.
-Oj, proszę Cię, jest sobota, zróbmy coś szalonego- powiedziałam energicznie, Justin podniósł głowe i spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem. Zapewne chciał dalej iść spać.
-Może pójdziemy do jakiegoś klubu.. potańczyła bym
-Do klubu?- wybuchnął śmiechem- w życiu.
-Czemu?
-Yyy, nie widziałaś gazet?- śmiał się dalej.
-Nie?- powiedziałam z przekąsem.- A co?
-Nic..- odpowiedział, zbierając papiery z podłogi. Wzięłam jedną kartke i przeczytałam tytuł: "RUNAWAY LOVE".
Oczami Justina
-To ta nowa piosenka?- zapytała.
-Tak, Usher ma zadzwonić i wymyślić z kim ją zaśpiewam. Tak wogóle długo się nie odzywa..- powiedziałem, szukając telefonu pod poduszką. Kiedy wziąłem go do ręki zobaczyłem że jest wyłączony.- Kurwa..- syknąłem.
-Właśnie dlatego się martwiłam..- szepnęła. Telefon włączył się za piątym razem. Nie czytałem wiadomości. Ruszyłem myszką i zaświecił się ekran laptopa. Pare-naście wiadomości od Ushera i Scotta o treści "CO Z TOBĄ DO CHOLERY?" albo "ODEZWIJ SIĘ". Zacząłem im odpisywać.
Po paru minutach spojrzałem na Jass, była znudzona.
-Co jest?- zapytałem nie odrywając wzroku od ekranu.
-Nic, może byś się mną łaskawie zainteresował.- powiedziała z grymasem na twarzy.
-Nie widzisz że nie mam czasu? Jestem zajęty- odpowiedziałem ironicznie. Po chwili zadzwonił telefon. To był Usher:
-Hallo?- odezwał się.
-Siema.
-Przeczytałem tekst piosenki, jest świetna. Jutro nagrywasz.
-Już jutro?- zdziwiłem się
-Tak, załatwimy Ci kogoś do duetu.
-No, w porządku..-odpowiedziałem
Pożegnał się i rozłączył. Wszedłem na twittera, i napisałem kilka krótkich wiadomości typu " Greatest fans in the world!!!" i wogóle. Po kilku minutach, zamknąłem laptopa.
-Dobra, wreszcie mamy czas dla..- przerwał mi dźwięk telefonu, nie patrząc kto dzwoni, od razu odebrałem:
-Czego kurwa?!- krzyknąłem
-Yyy, Justin?- usłyszałem głos w słuchawce. Spojrzałem na ekran telefonu : "Scott".
-Sorry, myślałem że to ktoś inny, co tam?
Oczami Jass
Gadał i gadał. Byłam nieźle W-K-U-R-Z-O-N-A. Siedze obok Justina już jakąś godzine a on mnie totalnie olewa.
-Spadam- mruknęłam, wstając i wychodząc. Mocno trzasnęłam drzwiami ale nie wiem czy JB coś sobie z tego zrobił.- Mam go dość, jego i tej zasranej kariery- klnęłam jak najęta, mówiłam to co ślina mi na język przyniosła.- Jeżeli tak ma wyglądać nasz związek, to lepiej żeby..
-JASS!- usłyszałam za sobą głos chłopaka. Szłam dalej nie zwracając uwagi.- JASS ZACZEKAJ!- krzyczał biegnąc w moją strone.
-To koniec..- wyszeptałam, przez zaciśnięte zęby. Wsiadłam do samochodu i zapaliłam. Justin krzyczał i przepraszał a ja nie zwracając uwagi, ruszyłam z piskiem opon.
ROZDZIAŁ MIAŁAM DODAĆ WCZORAJ, ALE CO CHWILE WYŁĄCZAŁ MI SIĘ KOMP I WSZYSTKO SIĘ KASOWAŁO :/ WKOŃCU SIĘ WKURZYŁAM I PRZESTAŁAM PISAĆ. ROZDZIAŁ BYŁ LEPSZY I BARDZIEJ.. NO NIE WIEM, WZRUSZAJĄCY NA KOŃCU? ALE NIE PAMIĘTAM DOKŁADNIE CO NAPISAŁAM ZANIM MI SIĘ WYŁĄCZYŁO :/ KOMENTOWAĆ, KOLEJNY POJAWI SIĘ DZIŚ, ALBO JUTRO.
03 września 2010
Rozdział 8
Oczami Jass
Siedziałam na łóżku, myśląc o wszystkim co się wczoraj wydarzyło. Nagle usłyszałam głos Justina dobiegający z podwórka.Wyszłam na balkon i zobaczyłam Justina wysiadającego z auta i gadającego przez telefon.
-Kurwa nie rozumiesz?! nie mamy o czym gadać. Nie potrzebna mi jebana dobra opinia, nie potrzebna mi porządna reputacja. Dla Jass moge rzucić tą pierdoloną kariere.- krzyczał do telefonu. Nie wiedziałam o co chodzi. Justin po chwili schował telefon do kieszeni, klnąc cicho pod nosem. Usiadłam na łóżku. Chciałam udawać że nie słyszałam jego rozmowy. Z dołu dobiegł krzyk mamy, "Jass masz gościa!". Siedziałam udając że przeglądam zdjęcia. Do pokoju wszedł Justin.
-Dzień dobry kochanie..- podszedł do łóżka i usiadł obok mnie.
-Miałeś zadzwonić-powiedziałam, udając obrażoną minę.
-Przepraszam, mam dziś urwanie głowy- wyszeptał, napierając na mnie. Przejechał ustami po mojej szyi i policzku. Był taki słodki.. Wplótł palce w moje włosy, i zaczął całować moją szyję.
-Gorącooo..- wyszeptałam. Justin położył się na mnie, suwając ręką po moim udzie. Całowaliśmy się kilka minut. Wsunęłam rękę pod jego koszulkę i zaczęłam jeździć palcem wzdłuż linii jego kręgosłupa. Justin zaczął dobierać sie do moich spodni, ale odepchnęłam go lekko. Justin zszedł ze mnie ze zdziwioną miną. Uspokoiłam oddech.
-Rodzice jadą dziś do dziadków, wrócą jutro przed południem..- Justin kiwnął głową. Wiedział że chce żeby ze mną został.
-Nie chce siedzieć sama- złapałam go za rękę.
-Wporządku, zostane z Tobą, ale mam narazie pare spraw do załatwienia. Zadzwonie wieczorem.- pocałował mnie w policzek i wyszedł. Zdziwiłam się że tak szybko sobie poszedł. Nie pozwolił mi dojść do słowa. Wyjrzałam przez okno-pierwsze co zrobił gdy wyszedł- wyciągnął telefon i zaczął nerwowo pisać jakąś wiadomość. Coś jest nie tak.. Postaram sie to z niego wyciągnąć..
PRZEPRASZAM WAS KOCHANI ŻE DŁUGO NIE PISAŁAM, ALE JAKOŚ NIE BYŁO CZASU :D PRZEPRASZAM RÓWNIEŻ ŻE ROZDZIAŁ WYSZEDŁ NUDNY, NAPISZCIE COŚ CZASEM POD SPODEM Z ŁASKI SWOJEJ :D I MAM PYTANIE, MA SIE POJAWIĆ SCENA EROTYCZNA? BO NIE WIEM.. HAHAHA do następnegooo<3
Siedziałam na łóżku, myśląc o wszystkim co się wczoraj wydarzyło. Nagle usłyszałam głos Justina dobiegający z podwórka.Wyszłam na balkon i zobaczyłam Justina wysiadającego z auta i gadającego przez telefon.
-Kurwa nie rozumiesz?! nie mamy o czym gadać. Nie potrzebna mi jebana dobra opinia, nie potrzebna mi porządna reputacja. Dla Jass moge rzucić tą pierdoloną kariere.- krzyczał do telefonu. Nie wiedziałam o co chodzi. Justin po chwili schował telefon do kieszeni, klnąc cicho pod nosem. Usiadłam na łóżku. Chciałam udawać że nie słyszałam jego rozmowy. Z dołu dobiegł krzyk mamy, "Jass masz gościa!". Siedziałam udając że przeglądam zdjęcia. Do pokoju wszedł Justin.
30 sierpnia 2010
Rozdzial 7
Oczami Justina
Obudził mnie bol głowy, boze, miałem strasznego kaca. Odwrociłem sie na drugi bok i zobaczylem ze obok mnie nie ma Jass. Zerwałem sie z łozka, szczerze mowiac troche sie wystraszylem. Wstalem zobaczyc przez okno, auto stalo na swoim miejscu, byla nawet ladna pogoda. Zobaczylem na stoliku mala kartke "Poprosilam Tate zeby po mnie przyjechal, chcialam odpoczac. Zadzwon kiedy bedziesz w domu, kocham Cie..." .
Usmiechnalem sie pod nosem, i wyszlem zabierajac swoja bluze. Wsiadlem do auta i ruszylem.
-Moj boze, potrzebuje prysznica i snu..- powiedzialem do siebie, ziewajac. Po 15 minutach bylem pod domem.
-Czesc wszystkim- krzyknałem , i poszlem po schodach na gore-do swojego pokoju. Po chwili znalazlem sie w lazience. Prysznic ozywil mnie, i juz nie bylem taki spiacy. Przewiazlem sie w pasie recznikiem, umylem zeby i ubralem sie. Poczochralem troche wlosy, nie chcialo mi sie ich suszyc.
-Same wyschną- szepnalem, wychodzac z lazienki. Uslyszalem glos Ushera.
-Justin, pozwolisz na chwile?- rzucilem krotkie "jasne" zbiegajac po schodach.
-Co jest?
-Spojrz na to- powiedzial, podsuwajac mi gazete. Na okladce byly moje zdjecia z wczorajszej imprezy. Jedno jak siedze z Jass i pije drinka, drugie gdy tanczymy a trzecie gdy odpycham moją bylą. Nad zdjeciami wielki naglowek "JUSTIN BIEBER UPIJA SIE, SWINTUSZY NA PARKIECIE I ROBI AWANTURE".
-Co to ma byc?- warknąłem, odsuwajac od siebie gazete.
MEGAA KROTKI, ALE WLASNIE SIE PAKUJE, I NIE MAM CZASU NAPISAC WIECEJ, MOZE POZNIEJ. :D
Obudził mnie bol głowy, boze, miałem strasznego kaca. Odwrociłem sie na drugi bok i zobaczylem ze obok mnie nie ma Jass. Zerwałem sie z łozka, szczerze mowiac troche sie wystraszylem. Wstalem zobaczyc przez okno, auto stalo na swoim miejscu, byla nawet ladna pogoda. Zobaczylem na stoliku mala kartke "Poprosilam Tate zeby po mnie przyjechal, chcialam odpoczac. Zadzwon kiedy bedziesz w domu, kocham Cie..." .
Usmiechnalem sie pod nosem, i wyszlem zabierajac swoja bluze. Wsiadlem do auta i ruszylem.
-Moj boze, potrzebuje prysznica i snu..- powiedzialem do siebie, ziewajac. Po 15 minutach bylem pod domem.
-Czesc wszystkim- krzyknałem , i poszlem po schodach na gore-do swojego pokoju. Po chwili znalazlem sie w lazience. Prysznic ozywil mnie, i juz nie bylem taki spiacy. Przewiazlem sie w pasie recznikiem, umylem zeby i ubralem sie. Poczochralem troche wlosy, nie chcialo mi sie ich suszyc.
-Same wyschną- szepnalem, wychodzac z lazienki. Uslyszalem glos Ushera.
-Justin, pozwolisz na chwile?- rzucilem krotkie "jasne" zbiegajac po schodach.
-Co jest?
-Spojrz na to- powiedzial, podsuwajac mi gazete. Na okladce byly moje zdjecia z wczorajszej imprezy. Jedno jak siedze z Jass i pije drinka, drugie gdy tanczymy a trzecie gdy odpycham moją bylą. Nad zdjeciami wielki naglowek "JUSTIN BIEBER UPIJA SIE, SWINTUSZY NA PARKIECIE I ROBI AWANTURE".
-Co to ma byc?- warknąłem, odsuwajac od siebie gazete.
MEGAA KROTKI, ALE WLASNIE SIE PAKUJE, I NIE MAM CZASU NAPISAC WIECEJ, MOZE POZNIEJ. :D
29 sierpnia 2010
Rozdzial 6
ROZDZIAL NUDNY I TROCHE ZBOCZONY-OSTRZEGAM haha :D
Impreza trwala juz jakies 3 godziny i wszyscy swietnie sie bawili. Zamowilismy z Justinem kolejnego drinka. Bylam lekko wstawiona, JB zreszta tez. Kiedy kelner przyniosl drinki, wzielam do reki swojego i subtelnie łapiąc za rurkę zaczelam go saczyc.
-Jestes cudowna- Wyszeptal JB, odgarniajac wlosy z mojej twarzy. Uśmiechnęłam się, zagryzając wargę. Odłożyłam drinka, po czym obróciłam głowę w jego stronę.
-no, no.. -pokiwałam delikatnie głową- Ty też niczego sobie.. nawet całkiem, całkiem...- Zasmialam sie, zblizajac do niego bardziej. Polozylam reke na jego biodrze i rozchylajac wargi, zaczęłam namiętnie całować jego usta. Delikatnie językiem przejechałam po jego języku, pogłębiajać pocałunek. Nagle ktos szarpnal mnie za reke.
-Odwal sie od niego gruba suko!- krzyknela jakas laska.
-Ze co prosze?- wyrwalam sie z jej uscisku, a ona mocno pociagnela mnie za wlosy. JB ja odepchnal.- Zdesperowana fanka?- zasmialam sie.
-Milcz.. Jestem jego dziewczyna!- to zabolalo.. Jak cholera.. Nie wiedzialam co mam myslec, spojrzalam na Justina, zaciskajac zeby. Postanowilam wyjsc ale on zlapal mnie za reke.
-Jass nie wierz tej idiotce, zerwalem z nia dawno temu a ona nie moze sie z tym pogodzic- To co mowil brzmialo idiotycznie, ale.. Wierzylam mu. Laska ktora jeszcze przed chwila mnie wyzywala, gdzies zniknela. Pewnie jeszcze nie raz mnie napadnie czy cos..
-Dobra, chodzmy sie odstresowac- pociagnelam Justina za szlufke od spodni. Przejechalam opuszkami palcow po jego szyi, oblizujac jego warge. Po chwili dlonia z szyi, zjechalam na klatke piersiowa, przyciagajac go do siebie koszulka. Stanęłam jedną nogą między jego nogami, a ręke przekierowałam jego dłoń na swoje biodro. Powoli i zmysłowo zaczęłam kręcić pupą w takt muzyki, oddając się jej. Tańcząc skupiłam się na oczach JB. Obróciłam się tyłem, po czym oplotłam się jego rękoma wokół taili.
Oczami Justina
Zmysłowo się poruszając, zaczęła ocierać swoją pupą o moje krocze, bardziej ją wypinając. Rękę położyła na mojej szyi, głową opierając się o przedramie.
-Moj boze..- wyszeptalem, smiejac sie. Jass nie odzywajac sie zeszła sexownie w dół po moim kroczu, nogach i wróciła do góry nadal kołysząc się w rytm muzyki.
- Pierzesz mi spodnie- wyszeptalem, wybuchajac smiechem. Jass nadal nic nie mowila ale na jej twarzy widzialem szeroki usmiech. Czule pocalowala moja szyję, obracajac się w moja stronę. Obejmujac mnie rękoma w talii, przyblizyla twarz do mojego ucha. Przez dluzsza chwile nic nie slyszalem ale po chwili, musnela ustami moje ucho.
-Kocham Cie Justin..- przytuliła się, muzyka zwolnila.
Impreza trwala juz jakies 3 godziny i wszyscy swietnie sie bawili. Zamowilismy z Justinem kolejnego drinka. Bylam lekko wstawiona, JB zreszta tez. Kiedy kelner przyniosl drinki, wzielam do reki swojego i subtelnie łapiąc za rurkę zaczelam go saczyc.
-Jestes cudowna- Wyszeptal JB, odgarniajac wlosy z mojej twarzy. Uśmiechnęłam się, zagryzając wargę. Odłożyłam drinka, po czym obróciłam głowę w jego stronę.
-no, no.. -pokiwałam delikatnie głową- Ty też niczego sobie.. nawet całkiem, całkiem...- Zasmialam sie, zblizajac do niego bardziej. Polozylam reke na jego biodrze i rozchylajac wargi, zaczęłam namiętnie całować jego usta. Delikatnie językiem przejechałam po jego języku, pogłębiajać pocałunek. Nagle ktos szarpnal mnie za reke.
-Odwal sie od niego gruba suko!- krzyknela jakas laska.
-Ze co prosze?- wyrwalam sie z jej uscisku, a ona mocno pociagnela mnie za wlosy. JB ja odepchnal.- Zdesperowana fanka?- zasmialam sie.
-Milcz.. Jestem jego dziewczyna!- to zabolalo.. Jak cholera.. Nie wiedzialam co mam myslec, spojrzalam na Justina, zaciskajac zeby. Postanowilam wyjsc ale on zlapal mnie za reke.
-Jass nie wierz tej idiotce, zerwalem z nia dawno temu a ona nie moze sie z tym pogodzic- To co mowil brzmialo idiotycznie, ale.. Wierzylam mu. Laska ktora jeszcze przed chwila mnie wyzywala, gdzies zniknela. Pewnie jeszcze nie raz mnie napadnie czy cos..
-Dobra, chodzmy sie odstresowac- pociagnelam Justina za szlufke od spodni. Przejechalam opuszkami palcow po jego szyi, oblizujac jego warge. Po chwili dlonia z szyi, zjechalam na klatke piersiowa, przyciagajac go do siebie koszulka. Stanęłam jedną nogą między jego nogami, a ręke przekierowałam jego dłoń na swoje biodro. Powoli i zmysłowo zaczęłam kręcić pupą w takt muzyki, oddając się jej. Tańcząc skupiłam się na oczach JB. Obróciłam się tyłem, po czym oplotłam się jego rękoma wokół taili.
Oczami Justina
Zmysłowo się poruszając, zaczęła ocierać swoją pupą o moje krocze, bardziej ją wypinając. Rękę położyła na mojej szyi, głową opierając się o przedramie.
-Moj boze..- wyszeptalem, smiejac sie. Jass nie odzywajac sie zeszła sexownie w dół po moim kroczu, nogach i wróciła do góry nadal kołysząc się w rytm muzyki.
- Pierzesz mi spodnie- wyszeptalem, wybuchajac smiechem. Jass nadal nic nie mowila ale na jej twarzy widzialem szeroki usmiech. Czule pocalowala moja szyję, obracajac się w moja stronę. Obejmujac mnie rękoma w talii, przyblizyla twarz do mojego ucha. Przez dluzsza chwile nic nie slyszalem ale po chwili, musnela ustami moje ucho.
-Kocham Cie Justin..- przytuliła się, muzyka zwolnila.
27 sierpnia 2010
Rozdzial 5
Nie chce mi sie rozwijac wszystkiego, bo mam zarabisty pomysl na zwrot akcji i wg. wiec..
Kilka tygodni pozniej..
Jest cudownie.. Powiedzmy ze wszystko wyjasnilismy sobie z JB. Jak narazie uklada nam sie calkiem niezle. Dzis mija miesiac odkad jestesmy razem. Znaczy sie.. nie wiem czy oficialnie jestemy razem, ale zachowywujemy sie jakbysmy byli. Martwi mnie jedno. Justin caly czas powtarza ze mnie kocha. A ja? nic. Spojtrzalam na zegarek, za ponad godzine ma byc po mnie JB, idziemy na urodziny Jessici. Napisalam mu krotkiego smsa "Gdzie impreza?", odpisal ze w jakims klubie. Pobieglam wziac prysznic. Wysuszylam wlosy i dokladnie wyprostowalam. Postanowilam ubrac jakas sukienke. Rzadko chodze w sukienkach, ale dzis jest wyjatkowa okazja. I nie chodzi mi tu o urodziny Jess.
Ubralam sie w TO, zrobilam lekki makijaz i postanowilam pomalowac paznokcie poniewaz zostalo mi jeszcze duzo czasu. Po 15 minutach, do pokoju wszedl Justin. Pewnie mama go wpuscila.
-Wygladasz cudownie- zmierzyl mnie wzrokiem, zagryzajac warge. Przyciagnal mnie do siebie, kladac rece na moje biodra. Jedna z nich, lekko zsunal na posladek.
-Chodzmy juz- Rzucilam oschle udajac ze nie robi to na mnie wrazenia. Tak naprawde, wkurzalo mnie to czasem. Wyszlam z domu i zobaczylam samochod Justina.
-Nie idziemy na nogach?
-No raczej nie, klub jest 20 kilometrow stad- zasmial sie.
-Aha.- Wsiadlam do samochodu. Wlaczylam radio i wlaczylam jakas plyte. Podkrecilam glosnosc i zaczelam cicho spiewac. JB sie zasmial.
-Jaka piosenka bedzie, naszą piosenką?
-Naszą?- Usmiechnal sie.
-No tak, za kazdym razem gdy bedziemy ja slyszec, bedziemy o sobie myslec.
-Hmm.. nie wiem, dam Ci znac jak cos wymysle. A, bylbym zapomnial. Ten klub to wlasnosc przyjaciol, rodziny Jess, powiedziala ze ja Ty i Chris mozemy zostac na noc, maja kilka pokoi na drugim pietrze.
-Okej- powiedzialam. Widzialam po oczach Justina, ze strasznie sie cieszy z tego ze bedziemy dzis spac razem. Ym, doslownie, nie to zeby cos..
ROZDZIAL NUDNY, ALE W NASTEPNYM SIE ROZKRECI..
Kilka tygodni pozniej..
Jest cudownie.. Powiedzmy ze wszystko wyjasnilismy sobie z JB. Jak narazie uklada nam sie calkiem niezle. Dzis mija miesiac odkad jestesmy razem. Znaczy sie.. nie wiem czy oficialnie jestemy razem, ale zachowywujemy sie jakbysmy byli. Martwi mnie jedno. Justin caly czas powtarza ze mnie kocha. A ja? nic. Spojtrzalam na zegarek, za ponad godzine ma byc po mnie JB, idziemy na urodziny Jessici. Napisalam mu krotkiego smsa "Gdzie impreza?", odpisal ze w jakims klubie. Pobieglam wziac prysznic. Wysuszylam wlosy i dokladnie wyprostowalam. Postanowilam ubrac jakas sukienke. Rzadko chodze w sukienkach, ale dzis jest wyjatkowa okazja. I nie chodzi mi tu o urodziny Jess.
Ubralam sie w TO, zrobilam lekki makijaz i postanowilam pomalowac paznokcie poniewaz zostalo mi jeszcze duzo czasu. Po 15 minutach, do pokoju wszedl Justin. Pewnie mama go wpuscila.
-Wygladasz cudownie- zmierzyl mnie wzrokiem, zagryzajac warge. Przyciagnal mnie do siebie, kladac rece na moje biodra. Jedna z nich, lekko zsunal na posladek.
-Chodzmy juz- Rzucilam oschle udajac ze nie robi to na mnie wrazenia. Tak naprawde, wkurzalo mnie to czasem. Wyszlam z domu i zobaczylam samochod Justina.
-Nie idziemy na nogach?
-No raczej nie, klub jest 20 kilometrow stad- zasmial sie.
-Aha.- Wsiadlam do samochodu. Wlaczylam radio i wlaczylam jakas plyte. Podkrecilam glosnosc i zaczelam cicho spiewac. JB sie zasmial.
-Jaka piosenka bedzie, naszą piosenką?
-Naszą?- Usmiechnal sie.
-No tak, za kazdym razem gdy bedziemy ja slyszec, bedziemy o sobie myslec.
-Hmm.. nie wiem, dam Ci znac jak cos wymysle. A, bylbym zapomnial. Ten klub to wlasnosc przyjaciol, rodziny Jess, powiedziala ze ja Ty i Chris mozemy zostac na noc, maja kilka pokoi na drugim pietrze.
-Okej- powiedzialam. Widzialam po oczach Justina, ze strasznie sie cieszy z tego ze bedziemy dzis spac razem. Ym, doslownie, nie to zeby cos..
ROZDZIAL NUDNY, ALE W NASTEPNYM SIE ROZKRECI..
26 sierpnia 2010
Rozdzial 4
Minelo kilka godzin, postanowilam sie wkoncu ubrac i przejsc sie. Spacer po plazy mnie uspokajal.. Nie bede caly dzien siedziec i sie nad soba uzalac. Ubralam sie tak. Zwiazalam wlosy i siegnelam po telefon w celu sprawdzenia ktora godzina.
-wow..- ponad 20 wiadomosci i kilka nie odebranych polaczen. Jakim cudem tego nie slyszalam? No tak, wyciszony telefon.. Nie mialam zamiaru ich czytac. Do torebki spakowalam tylko ipoda, gumy do zucia i balsam do ust. Zeszlam na dol i wyszlam z domu, zamykajac drzwi.
Szlam powoli, sluchajac muzyki. Wlaczylam jakis energiczny kawalek, ale wcale nie poprawil mi humoru, przez polowe drogi sluchalam smetow o milosci. Nagle ktos podbiegl do mnie od tylu i zlapal mnie w tali.
-Moj boze, tak sie o Ciebie..- wyciagnelam sluchawki z uszu i wyrwalam sie z jego uscisku- wiedzialam ze to On.. Ze to Justin.
-Odwal sie- warknelam.
-Ale przeciez.. -nie sluchajac go,ruszylam dalej. -Co Cie do cholery ugryzlo?- W jego glosie slychac bylo zlosc, ale takze smutek i rozczarowanie.
-Co mnie ugryzlo?- parsknelam smiechem- A to dobre...- Chcialam przyspieczyc, isc poporostu dalej. Byc jak najdalej stad.
-Pogadajmy..- zlapal mnie tym razem za reke.
-O czym Ty chcesz gadac?!- krzyknelam
-O nas- odpowiedzial spokojnie
-Przeciez nie ma Nas. Nie ma, nie bylo..- zacisnelam zeby- i nie bedzie..
-Nie mow tak..
-Niby czemu?
-Ranisz mnie..- wyszeptal, spuszczajac glowe.
Zasmialam sie ironicznie.- Ja? Justin prosze Cie..
-No ale..
-Nie Justin, nie ma zadnego ale- przerwalam mu.
Wyrwalam reke z jego uscisku i ruszylam w strone.. Wlasciwie to szlam przed siebie.
-Poczekaj prosze..
Odwrocilam sie w jego strone. Mialam ochote mu wszystko wygarnac.
-Kocham Cie..- powiedzial
________________________________________________________________
Krotki jakis wyszedl, no ale co tam. Nastepny pewnie wieczorem albo zaraz bo mi sie nudzi haha :D
-wow..- ponad 20 wiadomosci i kilka nie odebranych polaczen. Jakim cudem tego nie slyszalam? No tak, wyciszony telefon.. Nie mialam zamiaru ich czytac. Do torebki spakowalam tylko ipoda, gumy do zucia i balsam do ust. Zeszlam na dol i wyszlam z domu, zamykajac drzwi.
Szlam powoli, sluchajac muzyki. Wlaczylam jakis energiczny kawalek, ale wcale nie poprawil mi humoru, przez polowe drogi sluchalam smetow o milosci. Nagle ktos podbiegl do mnie od tylu i zlapal mnie w tali.
-Moj boze, tak sie o Ciebie..- wyciagnelam sluchawki z uszu i wyrwalam sie z jego uscisku- wiedzialam ze to On.. Ze to Justin.
-Odwal sie- warknelam.
-Ale przeciez.. -nie sluchajac go,ruszylam dalej. -Co Cie do cholery ugryzlo?- W jego glosie slychac bylo zlosc, ale takze smutek i rozczarowanie.
-Co mnie ugryzlo?- parsknelam smiechem- A to dobre...- Chcialam przyspieczyc, isc poporostu dalej. Byc jak najdalej stad.
-Pogadajmy..- zlapal mnie tym razem za reke.
-O czym Ty chcesz gadac?!- krzyknelam
-O nas- odpowiedzial spokojnie
-Przeciez nie ma Nas. Nie ma, nie bylo..- zacisnelam zeby- i nie bedzie..
-Nie mow tak..
-Niby czemu?
-Ranisz mnie..- wyszeptal, spuszczajac glowe.
Zasmialam sie ironicznie.- Ja? Justin prosze Cie..
-No ale..
-Nie Justin, nie ma zadnego ale- przerwalam mu.
Wyrwalam reke z jego uscisku i ruszylam w strone.. Wlasciwie to szlam przed siebie.
-Poczekaj prosze..
Odwrocilam sie w jego strone. Mialam ochote mu wszystko wygarnac.
-Kocham Cie..- powiedzial
________________________________________________________________
Krotki jakis wyszedl, no ale co tam. Nastepny pewnie wieczorem albo zaraz bo mi sie nudzi haha :D
25 sierpnia 2010
Rozdzial 3 - Co on sobie mysli?
Kilka slow ode mnie. Kochani.. nie ktorzy z Was chca bym pisala z polskimi znakami takimi jak "ą, ć, ę" itd. ale jestem wlasnie na wakacjach za granica, korzystam z komputera taty i na nim wlasnie nie mam mozliwosci zrobic takich znakow, bede najwyzej skads je kopiowala-kiedy wyraz nie bedzie czytelny. :D
Impreza zakonczyla sie szybciej niz myslalam, doszlo do kilku bójek i Chris musial wszystkich wyprosic. JB zostal z nim i pomogl mu posprzatac wiec do domu wracalam niestety sama. Sciagnelam szpilki i szlam boso chodnikiem. Bedac pod domem zorientowalam sie ze nie mam kluczy. Zostawilam je na komodzie u Chrisa, poniewaz nie mam kieszeni.
- Bosko- warknelam, siadajac na schodach przed domem. Nagle przypomnialam sobie ze w jednej z doniczek sa zapasowe klucze. Mama zna mnie zbyt dobrze i wie ze predzej czy pozniej sie przydadzą.
Otworzylam drzwi, i upuscilam buty na podloge. Poszlam na góre i opadlam na łóżko. Bylam naprawde wyczerpana. Nie wiem nawet kiedy zasnelam..
Promienie slonca wdzieraly sie do mojego pokoju przez zaluzje. Obudzilam sie dosyc wczesnie, wlasciwie slonce mnie obudzilo. Nie cierpie tego.. Na wprost moich okien, zawsze rano wschodzi slonce.. Czasem jest to niezle wkurzajace. Sciagnelam z siebie obcisle rurki w ktorych juz nie moglam oddychac i postanowilam wziac dluga, odprezajaca kapiel. Zrzucilam z siebie reszte ubran, sciagnelam bizuterie i bielizne. Wlaczylam radio w swoim pokoju i ruszylam w strone lazienki. Nie zamykalam drzwi, zeby slyszec muzyke. Przeciez i tak nikogo nie ma- pomyslalam wchodzac do wanny. Nalalam wody i zrobilam duzo piany. Lezalam juz w wannie dobre 20 minut, wychodzac, owinelam sie recznikiem i uslyszalam znajomy glos w radiu. Wyszlam z lazienki i podkrecilam glosnosc.
-Czas na dlugo oczekiwany wywiad. Goscimy dzis w studiu kanadyjskiego piosenkarza popowego Justina Biebera. Powiedz Justin.. jak to jest koncertowac po calym swiecie i zarazem byc zwyklym nastolatkiem ktory chodzi do szkoly, spotyka sie z przyjaciolmi?
Rozmowa ciagnela sie i ciagnela, powoli odplywalam. Justin opowiadal to samo co zwykle, na takich wywiadach. Nagle zapytano go o sprawy sercowe, zerwalam sie, wytezajac sluch.
-Narazie nie mam nikogo na oku..
-Czyli nie szukasz dziewczyny?
-...Nie...
Poczulam sie jakby moje serce rozpadalo sie na milion drobnych kawaleczkow.. Przed oczami mialam Justina i sceny w ktorych nie szczedzil sobie czulosci w stosunku do mnie. Wylaczylam radio, osuwajac sie na podloge.
-BADZ TWARDA JASS- probowalam sobie wmowic. Nie moglam pohamowac lez, ktore splywaly mi po policzkach. Czulam sie okropnie. Nagle uslyszalam jak ktos wchodzi do domu.
-Jass?- uslyszalam glos Chrisa, postanowilam sie nie odzywac, moze pomysli ze mnie nie ma i sobie pojdzie. W pewnym momencie zadzwonil moj telefon, na malym wyswietlaczu migal napis "DZWONI CHRIS", uslyszalam jak biegnie po schodach i wchodzi do mojego pokoju, cholera uslyszal telefon..
-Zostawilas klucze, otworzylem sobie i.. W pewnym momencie wytrzeszczyl oczy. Nie lubie kiedy widzi mnie w takim stanie. Nachylil sie i zlapal mnie za reke.
-Prosze Cie o nic nie pytaj..- wyszeptalam, zaciskajac zeby. Otarlam policzki i wstalam z podlogi.Uslyszalam dzwiek klaksonu. Podeszlam do okna i zobaczylam mame Chrisa siedzaca w samochodzie.
-Musze leciec- Scisnal mocno moja reke, i bez slowa wyszedl z pokoju. Nawet nie probowal mnie pocieszyc.. Dziwne jak na niego, ale pasowalo mi to, nie mialam zamiaru sie zalic. Usiadlam na lozku. Nagle moj telefon zaczal wibrowac. To sms od Justina..
Wlasnie wracam do domu, wpadne po Ciebie i przejdziemy sie gdzies, okej?
Nie odpowiadajac, rzucilam telefon na podloge.
-Co on sobie mysli?- wyszeptalam, chowajac twarz w dlonie.
Rozdzial dedykuje Szarej-mojej pierwszej obserwatorce haha :)
I tak wogole rozdzial mi sie nie podoba :/ Obiecuje Wam ze zaczne pisac jakies ciekawsze no :D <3 Impreza zakonczyla sie szybciej niz myslalam, doszlo do kilku bójek i Chris musial wszystkich wyprosic. JB zostal z nim i pomogl mu posprzatac wiec do domu wracalam niestety sama. Sciagnelam szpilki i szlam boso chodnikiem. Bedac pod domem zorientowalam sie ze nie mam kluczy. Zostawilam je na komodzie u Chrisa, poniewaz nie mam kieszeni.
- Bosko- warknelam, siadajac na schodach przed domem. Nagle przypomnialam sobie ze w jednej z doniczek sa zapasowe klucze. Mama zna mnie zbyt dobrze i wie ze predzej czy pozniej sie przydadzą.
Otworzylam drzwi, i upuscilam buty na podloge. Poszlam na góre i opadlam na łóżko. Bylam naprawde wyczerpana. Nie wiem nawet kiedy zasnelam..
Promienie slonca wdzieraly sie do mojego pokoju przez zaluzje. Obudzilam sie dosyc wczesnie, wlasciwie slonce mnie obudzilo. Nie cierpie tego.. Na wprost moich okien, zawsze rano wschodzi slonce.. Czasem jest to niezle wkurzajace. Sciagnelam z siebie obcisle rurki w ktorych juz nie moglam oddychac i postanowilam wziac dluga, odprezajaca kapiel. Zrzucilam z siebie reszte ubran, sciagnelam bizuterie i bielizne. Wlaczylam radio w swoim pokoju i ruszylam w strone lazienki. Nie zamykalam drzwi, zeby slyszec muzyke. Przeciez i tak nikogo nie ma- pomyslalam wchodzac do wanny. Nalalam wody i zrobilam duzo piany. Lezalam juz w wannie dobre 20 minut, wychodzac, owinelam sie recznikiem i uslyszalam znajomy glos w radiu. Wyszlam z lazienki i podkrecilam glosnosc.
-Czas na dlugo oczekiwany wywiad. Goscimy dzis w studiu kanadyjskiego piosenkarza popowego Justina Biebera. Powiedz Justin.. jak to jest koncertowac po calym swiecie i zarazem byc zwyklym nastolatkiem ktory chodzi do szkoly, spotyka sie z przyjaciolmi?
-YYY, no normalnie. Moi przyjaciele twierdza ze sodówa nie uderzyla mi do glowy.
Rozmowa ciagnela sie i ciagnela, powoli odplywalam. Justin opowiadal to samo co zwykle, na takich wywiadach. Nagle zapytano go o sprawy sercowe, zerwalam sie, wytezajac sluch.
-Narazie nie mam nikogo na oku..
-Czyli nie szukasz dziewczyny?
-...Nie...
Poczulam sie jakby moje serce rozpadalo sie na milion drobnych kawaleczkow.. Przed oczami mialam Justina i sceny w ktorych nie szczedzil sobie czulosci w stosunku do mnie. Wylaczylam radio, osuwajac sie na podloge.
-BADZ TWARDA JASS- probowalam sobie wmowic. Nie moglam pohamowac lez, ktore splywaly mi po policzkach. Czulam sie okropnie. Nagle uslyszalam jak ktos wchodzi do domu.
-Jass?- uslyszalam glos Chrisa, postanowilam sie nie odzywac, moze pomysli ze mnie nie ma i sobie pojdzie. W pewnym momencie zadzwonil moj telefon, na malym wyswietlaczu migal napis "DZWONI CHRIS", uslyszalam jak biegnie po schodach i wchodzi do mojego pokoju, cholera uslyszal telefon..
-Zostawilas klucze, otworzylem sobie i.. W pewnym momencie wytrzeszczyl oczy. Nie lubie kiedy widzi mnie w takim stanie. Nachylil sie i zlapal mnie za reke.
-Prosze Cie o nic nie pytaj..- wyszeptalam, zaciskajac zeby. Otarlam policzki i wstalam z podlogi.Uslyszalam dzwiek klaksonu. Podeszlam do okna i zobaczylam mame Chrisa siedzaca w samochodzie.
-Musze leciec- Scisnal mocno moja reke, i bez slowa wyszedl z pokoju. Nawet nie probowal mnie pocieszyc.. Dziwne jak na niego, ale pasowalo mi to, nie mialam zamiaru sie zalic. Usiadlam na lozku. Nagle moj telefon zaczal wibrowac. To sms od Justina..
Wlasnie wracam do domu, wpadne po Ciebie i przejdziemy sie gdzies, okej?
Nie odpowiadajac, rzucilam telefon na podloge.
-Co on sobie mysli?- wyszeptalam, chowajac twarz w dlonie.
Rozdzial 2 - Baby we can go nowhere but up
Oczami Jasmine
Po powrocie ze szkoly, wykapalam sie i zaczelam wybierac co na siebie wloze. Chce wszystkich zaskoczyc, dzis nie bede grzeczna Jass. Usmiechnelam sie cwaniacko, wyciagajac z szuflady gorset ktory odkrywa mi prawie caly brzuch.
Mega wysoooooooookie szpile i rurki. Nagle zadzwonil telefon.
Rozmowa telefoniczna
-Halo?
-Czesc corciu- odezwala sie mama
-O hej.. Szykuje sie wlasnie na.. yy bedziemy ogladac film u Chrisa.
-Cos nam wypadlo i zostaniemy tu jeszcze na 2 dni, u mnie w szufladzie w pokoju znajdziesz jakies pieniadze, dasz sobie rade sama?
-Pewnie, szkoda ze przyjedziecie dopiero za 2 dni- sklamalam, w glebi duszy krzyczalam YEAAAAAAAAH
-Zadzwon jutro, wporzadku?
-Tak mamo, narazie.
Rzucilam telefon na lozko i zaczelam sie przygotowywac. Wysuszylam wlosy i zostawilam je lekko pofalowane, nie chcialo mi sie ich prostowac. Gdy juz sie ubralam, wygladalam TAK .Popatrzylam na zegarek, Justin mial byc za pare minut, zrobilam lekki makijaz- pomalowalam oczy czarna kredka, a rzesy tuszem. Uslyszalam dzwonek do drzwi. Moje serce zaczelo bic szybciej, otworzylam je i zobaczylam Justina, zmierzyl mnie wzrokiem, zagryzajac warge.
-Wygladasz ekstra.- usmiechnal sie, przyciagajac mnie do siebie. Nawet w butach na tak wysokim obcasie bylam od niego nizsza. Nachylil sie nade mna i przejechal nosem po mojej szyi i policzku. Zrobilo sie slodko..
-Idziemy?
-Pewnie.-odpowiedzialam, usmiechajac sie. Zamknelam drzwi, i ruszylismy w strone domu Chrisa.
-Pomyslalem ze lepiej bedzie jak sie przejdziemy.- powiedzial JB nie odrywajac wzroku od mojego stroju.
-Mhm, nie patrz tak na mnie..- Zarumienilam sie.
Po chwili bylismy pod domem Chrisa, weszlismy do srodka, pelna chata, mnostwo ludzi, jedzenia i glosna muzyka. Potrzebowalam takiej imprezy.Probowalismy z Justinem dostac sie w srodek tlumu zeby potanczyc. Zlapal mnie za reke zeby nie "zgubic" mnie wsrod ludzi, to bylo slodkie. Nagle ktos puscil piosenke Justina, poznalam ten slodki glos.. BOZE CO JA WYGADUJE.. nie moge sie w nim zakochac, to moj przyjaciel..
-A jesli to juz sie stalo?- wyszeptalam, JB najwyrazniej mnie uslyszal
-Ale co?- zapytal usmiechajac sie.
-Nic takiego..- zlapalam go za druga reke, ten ruch byl spontaniczny..
-Zatanczysz ze mna?- zagryzl warge, patrzac mi w oczy. Nogi ponownie sie pode mna ugiely, staralam sie nie upasc na ziemie. Zaczelismy tanczyc. Justin przyblizyl twarz do mojego ucha i zaczal cicho spiewac..
Nowhere but up
From here
My dear
We are taking to the sky pass the moon to the galaxy
As long as you are with me baby
Honestly with the strenght of our love
We can go nowhere but up
Jego glos.. Dzialal na mnie kojaco, czulam sie przy nim taka bezpieczna.. Ta chwila moglaby trwac wiecznie..
Po powrocie ze szkoly, wykapalam sie i zaczelam wybierac co na siebie wloze. Chce wszystkich zaskoczyc, dzis nie bede grzeczna Jass. Usmiechnelam sie cwaniacko, wyciagajac z szuflady gorset ktory odkrywa mi prawie caly brzuch.
Mega wysoooooooookie szpile i rurki. Nagle zadzwonil telefon.
Rozmowa telefoniczna
-Halo?
-Czesc corciu- odezwala sie mama
-O hej.. Szykuje sie wlasnie na.. yy bedziemy ogladac film u Chrisa.
-Cos nam wypadlo i zostaniemy tu jeszcze na 2 dni, u mnie w szufladzie w pokoju znajdziesz jakies pieniadze, dasz sobie rade sama?
-Pewnie, szkoda ze przyjedziecie dopiero za 2 dni- sklamalam, w glebi duszy krzyczalam YEAAAAAAAAH
-Zadzwon jutro, wporzadku?
-Tak mamo, narazie.
Rzucilam telefon na lozko i zaczelam sie przygotowywac. Wysuszylam wlosy i zostawilam je lekko pofalowane, nie chcialo mi sie ich prostowac. Gdy juz sie ubralam, wygladalam TAK .Popatrzylam na zegarek, Justin mial byc za pare minut, zrobilam lekki makijaz- pomalowalam oczy czarna kredka, a rzesy tuszem. Uslyszalam dzwonek do drzwi. Moje serce zaczelo bic szybciej, otworzylam je i zobaczylam Justina, zmierzyl mnie wzrokiem, zagryzajac warge.
-Wygladasz ekstra.- usmiechnal sie, przyciagajac mnie do siebie. Nawet w butach na tak wysokim obcasie bylam od niego nizsza. Nachylil sie nade mna i przejechal nosem po mojej szyi i policzku. Zrobilo sie slodko..
-Idziemy?
-Pewnie.-odpowiedzialam, usmiechajac sie. Zamknelam drzwi, i ruszylismy w strone domu Chrisa.
-Pomyslalem ze lepiej bedzie jak sie przejdziemy.- powiedzial JB nie odrywajac wzroku od mojego stroju.
-Mhm, nie patrz tak na mnie..- Zarumienilam sie.
Po chwili bylismy pod domem Chrisa, weszlismy do srodka, pelna chata, mnostwo ludzi, jedzenia i glosna muzyka. Potrzebowalam takiej imprezy.Probowalismy z Justinem dostac sie w srodek tlumu zeby potanczyc. Zlapal mnie za reke zeby nie "zgubic" mnie wsrod ludzi, to bylo slodkie. Nagle ktos puscil piosenke Justina, poznalam ten slodki glos.. BOZE CO JA WYGADUJE.. nie moge sie w nim zakochac, to moj przyjaciel..
-A jesli to juz sie stalo?- wyszeptalam, JB najwyrazniej mnie uslyszal
-Ale co?- zapytal usmiechajac sie.
-Nic takiego..- zlapalam go za druga reke, ten ruch byl spontaniczny..
-Zatanczysz ze mna?- zagryzl warge, patrzac mi w oczy. Nogi ponownie sie pode mna ugiely, staralam sie nie upasc na ziemie. Zaczelismy tanczyc. Justin przyblizyl twarz do mojego ucha i zaczal cicho spiewac..
Nowhere but up
From here
My dear
Baby we can go nowhere but up
Tell me what got to fearWe are taking to the sky pass the moon to the galaxy
As long as you are with me baby
Honestly with the strenght of our love
We can go nowhere but up
Jego glos.. Dzialal na mnie kojaco, czulam sie przy nim taka bezpieczna.. Ta chwila moglaby trwac wiecznie..
Rozdzial 1 - Nigdy nie odczuwalam czegos podobnego
Oczami Jass
-Nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee- Zerwałam się, byłam cała spocona. Wydawało mi się że swoim krzykiem obudziłam całe miasto. -To tylko zły sen- Wmawiałam sobie po cichu, a zresztą kogo ja chce oszukać, to samo o ponad tygodnia, ten koszmar ktory sni mi sie co noc, moj ojciec katujacy mame. -Przeciez tata nigdy by nas nie skrzywdzil- wyszeptalam, scierajac lze ktora splynela po moim policzku. Spojrzalam na zegarek, bylo grubo po 7, nikt nie przybiegl sprawdzic co ze mna poniewaz nikogo oprocz mnie w domu nie bylo. Moze i nawet dobrze- wyszeptalam pod nosem podchodzac do szafy. No tak, zaczelo by sie dochodzenie, gdybym powiedziala ze to zly sen odrazu chceli by znac szczegoly, tak, tacy sa moi rodzice.. Zabralam ubrania do lazenki i poszlam pod prysznic. Cieple krople wody, splywajace po moim ciele dzialaly nad zwyczaj kojaco. Kiedy juz wyszlam z kabiny, umylam zeby, posmarowalam sie kokosowym balsamem i ubralam sie w TO. Bez zadnych cyrkow, zwyczajny dzien w szkole. Psiknelam sie perfumami mamy ktore uwielbialam,
-Gdyby wiedziala ze "podkradam" jej perfumy, niezle by sie wkurzyla, bo ciagle gdy mowi ze jej ubywa, ja twierdze ze nie mam z tym nic wspolnego- gadalam sama do siebie, usmiechnelam sie pod nosem i wyszlam z lazienki. Zeszlam po schodach do kuchni, zobaczylam kartke, pare banknotow i stos brudnych naczyn.
-Ekstra- warknelam, patrzac na naczynia. Schowalam kase do kieszeni i wzielam z malego koszyczka na stole jablko i uslyszalam dzwonek do drzwi.
-Kto tym razem odprowadza mnie do szkoly?- usmiechnelam sie pod nosem idac w strone drzwi. Otworzylam je i zobaczylam Justina. Mial na policzku troche dzemu, wiec przyblizylam sie do niego i pocalowalam go lekko w policzek zlizujac to.
-Mniam- zasmialam sie. JB sie zarumienil, nie wiedzialam ze wezmie to na powaznie. Postanowilam przerwac niezreczna cisze. -To jak, idziemy?- kiwnal glowa. Zalozylam trampki i wzielam swoja torbe ktora przygotowalam wczoraj. Zamknelam drzwi i ruszylismy w strone szkoly. Justin wkoncu sie odezwal.
-Wiesz Jass, Chris robi dzis impreze, wpadniesz?- popatrzyl mi w oczy.
-Jasne, Chris cos wspominal, ale dopiero dzisiaj mial oficialnie wszystkich zaprosic.
-Ale to ja chcialem zaprosic Ciebie.
-W jakim sensie?- zauwazylam ze jestesmy juz pod szkola, chcialam wejsc, ale JB mnie zatrzymal.
-No chce zebysmy poszli tam razem..- zlapal mnie za reke i popatrzyl mi w oczy.- Ja i Ty.
Automatycznie nogi sie pode mna ugiely, a przez cialo przeszedl dziwny dreszcz. Nie rozumiem siebie, przeciez zawsze w grupie sie przytulalismy czy cos, nigdy nie odczuwalam czegos podobnego przy Justinie. Staralam sie nie okazywac emocji i rzucilam tylko oschle "no okej".
Puscil moja reke. Nie wiedzial co robic, byl zaklopotany.
-Badz gotowa na 8- puscil mi oczko, lobuzersko sie usmiechajac, odwrocil sie na piecie i poszedl w strone boiska.
-Nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee- Zerwałam się, byłam cała spocona. Wydawało mi się że swoim krzykiem obudziłam całe miasto. -To tylko zły sen- Wmawiałam sobie po cichu, a zresztą kogo ja chce oszukać, to samo o ponad tygodnia, ten koszmar ktory sni mi sie co noc, moj ojciec katujacy mame. -Przeciez tata nigdy by nas nie skrzywdzil- wyszeptalam, scierajac lze ktora splynela po moim policzku. Spojrzalam na zegarek, bylo grubo po 7, nikt nie przybiegl sprawdzic co ze mna poniewaz nikogo oprocz mnie w domu nie bylo. Moze i nawet dobrze- wyszeptalam pod nosem podchodzac do szafy. No tak, zaczelo by sie dochodzenie, gdybym powiedziala ze to zly sen odrazu chceli by znac szczegoly, tak, tacy sa moi rodzice.. Zabralam ubrania do lazenki i poszlam pod prysznic. Cieple krople wody, splywajace po moim ciele dzialaly nad zwyczaj kojaco. Kiedy juz wyszlam z kabiny, umylam zeby, posmarowalam sie kokosowym balsamem i ubralam sie w TO. Bez zadnych cyrkow, zwyczajny dzien w szkole. Psiknelam sie perfumami mamy ktore uwielbialam,
-Gdyby wiedziala ze "podkradam" jej perfumy, niezle by sie wkurzyla, bo ciagle gdy mowi ze jej ubywa, ja twierdze ze nie mam z tym nic wspolnego- gadalam sama do siebie, usmiechnelam sie pod nosem i wyszlam z lazienki. Zeszlam po schodach do kuchni, zobaczylam kartke, pare banknotow i stos brudnych naczyn.
-Ekstra- warknelam, patrzac na naczynia. Schowalam kase do kieszeni i wzielam z malego koszyczka na stole jablko i uslyszalam dzwonek do drzwi.
-Kto tym razem odprowadza mnie do szkoly?- usmiechnelam sie pod nosem idac w strone drzwi. Otworzylam je i zobaczylam Justina. Mial na policzku troche dzemu, wiec przyblizylam sie do niego i pocalowalam go lekko w policzek zlizujac to.
-Mniam- zasmialam sie. JB sie zarumienil, nie wiedzialam ze wezmie to na powaznie. Postanowilam przerwac niezreczna cisze. -To jak, idziemy?- kiwnal glowa. Zalozylam trampki i wzielam swoja torbe ktora przygotowalam wczoraj. Zamknelam drzwi i ruszylismy w strone szkoly. Justin wkoncu sie odezwal.
-Wiesz Jass, Chris robi dzis impreze, wpadniesz?- popatrzyl mi w oczy.
-Jasne, Chris cos wspominal, ale dopiero dzisiaj mial oficialnie wszystkich zaprosic.
-Ale to ja chcialem zaprosic Ciebie.
-W jakim sensie?- zauwazylam ze jestesmy juz pod szkola, chcialam wejsc, ale JB mnie zatrzymal.
-No chce zebysmy poszli tam razem..- zlapal mnie za reke i popatrzyl mi w oczy.- Ja i Ty.
Automatycznie nogi sie pode mna ugiely, a przez cialo przeszedl dziwny dreszcz. Nie rozumiem siebie, przeciez zawsze w grupie sie przytulalismy czy cos, nigdy nie odczuwalam czegos podobnego przy Justinie. Staralam sie nie okazywac emocji i rzucilam tylko oschle "no okej".
Puscil moja reke. Nie wiedzial co robic, byl zaklopotany.
-Badz gotowa na 8- puscil mi oczko, lobuzersko sie usmiechajac, odwrocil sie na piecie i poszedl w strone boiska.
Subskrybuj:
Posty (Atom)