25 sierpnia 2010

Rozdzial 1 - Nigdy nie odczuwalam czegos podobnego

Oczami Jass
-Nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee- Zerwałam się, byłam cała spocona. Wydawało mi się że swoim krzykiem obudziłam całe miasto. -To tylko zły sen- Wmawiałam sobie po cichu, a zresztą kogo ja chce oszukać, to samo o ponad tygodnia, ten koszmar ktory sni mi sie co noc, moj ojciec katujacy mame. -Przeciez tata nigdy by nas nie skrzywdzil- wyszeptalam, scierajac lze ktora splynela po moim policzku. Spojrzalam na zegarek, bylo grubo po 7, nikt nie przybiegl sprawdzic co ze mna poniewaz nikogo oprocz mnie w domu nie bylo. Moze i nawet dobrze- wyszeptalam pod nosem podchodzac do szafy. No tak, zaczelo by sie dochodzenie, gdybym powiedziala ze to zly sen odrazu chceli by znac szczegoly, tak, tacy sa moi rodzice.. Zabralam ubrania do lazenki i poszlam pod prysznic. Cieple krople wody, splywajace po moim ciele dzialaly nad zwyczaj kojaco. Kiedy juz wyszlam z kabiny, umylam zeby, posmarowalam sie kokosowym balsamem i ubralam sie w TO. Bez zadnych cyrkow, zwyczajny dzien w szkole. Psiknelam sie perfumami mamy ktore uwielbialam,
-Gdyby wiedziala ze "podkradam" jej perfumy, niezle by sie wkurzyla, bo ciagle gdy mowi ze jej ubywa, ja twierdze ze nie mam z tym nic wspolnego- gadalam sama do siebie, usmiechnelam sie pod nosem i wyszlam z lazienki. Zeszlam po schodach do kuchni, zobaczylam kartke, pare banknotow i stos brudnych naczyn.
-Ekstra- warknelam, patrzac na naczynia. Schowalam kase do kieszeni i wzielam z malego koszyczka na stole jablko i uslyszalam dzwonek do drzwi.
-Kto tym razem odprowadza mnie do szkoly?- usmiechnelam sie pod nosem idac w strone drzwi. Otworzylam je i zobaczylam Justina. Mial na policzku troche dzemu, wiec przyblizylam sie do niego i pocalowalam go lekko w policzek zlizujac to.
-Mniam- zasmialam sie. JB sie zarumienil, nie wiedzialam ze wezmie to na powaznie. Postanowilam przerwac niezreczna cisze. -To jak, idziemy?- kiwnal glowa. Zalozylam trampki i wzielam swoja torbe ktora przygotowalam wczoraj. Zamknelam drzwi i ruszylismy w strone szkoly. Justin wkoncu sie odezwal.
-Wiesz Jass, Chris robi dzis impreze, wpadniesz?- popatrzyl mi w oczy.
-Jasne, Chris cos wspominal, ale dopiero dzisiaj mial oficialnie wszystkich zaprosic.
-Ale to ja chcialem zaprosic Ciebie.
-W jakim sensie?- zauwazylam ze jestesmy juz pod szkola, chcialam wejsc, ale JB mnie zatrzymal.
-No chce zebysmy poszli tam razem..- zlapal mnie za reke i popatrzyl mi w oczy.- Ja i Ty.
Automatycznie nogi sie pode mna ugiely, a przez cialo przeszedl dziwny dreszcz. Nie rozumiem siebie, przeciez zawsze w grupie sie przytulalismy czy cos, nigdy nie odczuwalam czegos podobnego przy Justinie. Staralam sie nie okazywac emocji i rzucilam tylko oschle "no okej".
Puscil moja reke. Nie wiedzial co robic, byl zaklopotany.
-Badz gotowa na 8- puscil mi oczko, lobuzersko sie usmiechajac, odwrocil sie na piecie i poszedl w strone boiska.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz