Oczami Jass
Było już grubo po 22, a ja nadal czekałam na Justina. Miał wyłączony telefon. Byłam zdenerwowana. Nie wiem czy dlatego, że nie przyjechał. Być może bałam się że coś mogło mu się stać. Podeszłam do szafy i postanowiłam się ubrać w jakąś luźną koszulke, która odsłaniała mi troche brzucha, i obcisłe spodnie. Wyglądałam TAK. Zbiegłam po schodach i wzięłam z komody kluczyki do auta. Wyszłam z domu i wsiadłam do samochodu, po czym ruszyłam w strone domu Justina. Miałam do niego jakieś 15 minut. Po chwili byłam na miejscu. Na podjeździe zobaczyłam tylko jeden samochód-Justina. Jego mamy musiało nie być. Podeszłam do drzwi i nawet nie pukając, pociągnęłam za klamke. To było spontaniczne, taki impuls. Okazało się, że było otwarte. Gdy weszłam do środka zobaczyłam Justina, spał na kanapie w stercie papierów.
-No ładnie..- szepnęłam, podchodząc do kanapy.- Justin..- dotknęłam jego ramienia, ale nie dało to żadnych rezultatów.- Juuuuuuuuuustin- jeździłam palcem po jego policzku, ale on nic sobie z tego nie robił-spał dalej. Wzięłam szklanke wody która leżała na stoliku obok.
-Raz, dwa, trzy- miałam już przechylić szklanke ale usłyszałam zachrypnięty głos Justina.
-Ani mi sie waż..- wyszeptał, uśmiechając się. W końcu przetarł oczy, otwierając je.
-Martwiłam się o Ciebie-wplotłam palce w jego włosy. Podniósł się z pozycji leżącej i ponownie przetarł oczy, ziewając. Usiadłam obok niego.
-Przepraszam, miałem urwanie głowy. Usher powiedział że mam na jutro napisać nową piosenkę, siedziałem nad tym i widocznie zasnąłem..- przymknął oczy, kładąc głowe na moim ramieniu.
-Oj, proszę Cię, jest sobota, zróbmy coś szalonego- powiedziałam energicznie, Justin podniósł głowe i spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem. Zapewne chciał dalej iść spać.
-Może pójdziemy do jakiegoś klubu.. potańczyła bym
-Do klubu?- wybuchnął śmiechem- w życiu.
-Czemu?
-Yyy, nie widziałaś gazet?- śmiał się dalej.
-Nie?- powiedziałam z przekąsem.- A co?
-Nic..- odpowiedział, zbierając papiery z podłogi. Wzięłam jedną kartke i przeczytałam tytuł: "RUNAWAY LOVE".
Oczami Justina
-To ta nowa piosenka?- zapytała.
-Tak, Usher ma zadzwonić i wymyślić z kim ją zaśpiewam. Tak wogóle długo się nie odzywa..- powiedziałem, szukając telefonu pod poduszką. Kiedy wziąłem go do ręki zobaczyłem że jest wyłączony.- Kurwa..- syknąłem.
-Właśnie dlatego się martwiłam..- szepnęła. Telefon włączył się za piątym razem. Nie czytałem wiadomości. Ruszyłem myszką i zaświecił się ekran laptopa. Pare-naście wiadomości od Ushera i Scotta o treści "CO Z TOBĄ DO CHOLERY?" albo "ODEZWIJ SIĘ". Zacząłem im odpisywać.
Po paru minutach spojrzałem na Jass, była znudzona.
-Co jest?- zapytałem nie odrywając wzroku od ekranu.
-Nic, może byś się mną łaskawie zainteresował.- powiedziała z grymasem na twarzy.
-Nie widzisz że nie mam czasu? Jestem zajęty- odpowiedziałem ironicznie. Po chwili zadzwonił telefon. To był Usher:
-Hallo?- odezwał się.
-Siema.
-Przeczytałem tekst piosenki, jest świetna. Jutro nagrywasz.
-Już jutro?- zdziwiłem się
-Tak, załatwimy Ci kogoś do duetu.
-No, w porządku..-odpowiedziałem
Pożegnał się i rozłączył. Wszedłem na twittera, i napisałem kilka krótkich wiadomości typu " Greatest fans in the world!!!" i wogóle. Po kilku minutach, zamknąłem laptopa.
-Dobra, wreszcie mamy czas dla..- przerwał mi dźwięk telefonu, nie patrząc kto dzwoni, od razu odebrałem:
-Czego kurwa?!- krzyknąłem
-Yyy, Justin?- usłyszałem głos w słuchawce. Spojrzałem na ekran telefonu : "Scott".
-Sorry, myślałem że to ktoś inny, co tam?
Oczami Jass
Gadał i gadał. Byłam nieźle W-K-U-R-Z-O-N-A. Siedze obok Justina już jakąś godzine a on mnie totalnie olewa.
-Spadam- mruknęłam, wstając i wychodząc. Mocno trzasnęłam drzwiami ale nie wiem czy JB coś sobie z tego zrobił.- Mam go dość, jego i tej zasranej kariery- klnęłam jak najęta, mówiłam to co ślina mi na język przyniosła.- Jeżeli tak ma wyglądać nasz związek, to lepiej żeby..
-JASS!- usłyszałam za sobą głos chłopaka. Szłam dalej nie zwracając uwagi.- JASS ZACZEKAJ!- krzyczał biegnąc w moją strone.
-To koniec..- wyszeptałam, przez zaciśnięte zęby. Wsiadłam do samochodu i zapaliłam. Justin krzyczał i przepraszał a ja nie zwracając uwagi, ruszyłam z piskiem opon.
ROZDZIAŁ MIAŁAM DODAĆ WCZORAJ, ALE CO CHWILE WYŁĄCZAŁ MI SIĘ KOMP I WSZYSTKO SIĘ KASOWAŁO :/ WKOŃCU SIĘ WKURZYŁAM I PRZESTAŁAM PISAĆ. ROZDZIAŁ BYŁ LEPSZY I BARDZIEJ.. NO NIE WIEM, WZRUSZAJĄCY NA KOŃCU? ALE NIE PAMIĘTAM DOKŁADNIE CO NAPISAŁAM ZANIM MI SIĘ WYŁĄCZYŁO :/ KOMENTOWAĆ, KOLEJNY POJAWI SIĘ DZIŚ, ALBO JUTRO.
05 września 2010
03 września 2010
Rozdział 8
Oczami Jass
Siedziałam na łóżku, myśląc o wszystkim co się wczoraj wydarzyło. Nagle usłyszałam głos Justina dobiegający z podwórka.Wyszłam na balkon i zobaczyłam Justina wysiadającego z auta i gadającego przez telefon.
-Kurwa nie rozumiesz?! nie mamy o czym gadać. Nie potrzebna mi jebana dobra opinia, nie potrzebna mi porządna reputacja. Dla Jass moge rzucić tą pierdoloną kariere.- krzyczał do telefonu. Nie wiedziałam o co chodzi. Justin po chwili schował telefon do kieszeni, klnąc cicho pod nosem. Usiadłam na łóżku. Chciałam udawać że nie słyszałam jego rozmowy. Z dołu dobiegł krzyk mamy, "Jass masz gościa!". Siedziałam udając że przeglądam zdjęcia. Do pokoju wszedł Justin.
-Dzień dobry kochanie..- podszedł do łóżka i usiadł obok mnie.
-Miałeś zadzwonić-powiedziałam, udając obrażoną minę.
-Przepraszam, mam dziś urwanie głowy- wyszeptał, napierając na mnie. Przejechał ustami po mojej szyi i policzku. Był taki słodki.. Wplótł palce w moje włosy, i zaczął całować moją szyję.
-Gorącooo..- wyszeptałam. Justin położył się na mnie, suwając ręką po moim udzie. Całowaliśmy się kilka minut. Wsunęłam rękę pod jego koszulkę i zaczęłam jeździć palcem wzdłuż linii jego kręgosłupa. Justin zaczął dobierać sie do moich spodni, ale odepchnęłam go lekko. Justin zszedł ze mnie ze zdziwioną miną. Uspokoiłam oddech.
-Rodzice jadą dziś do dziadków, wrócą jutro przed południem..- Justin kiwnął głową. Wiedział że chce żeby ze mną został.
-Nie chce siedzieć sama- złapałam go za rękę.
-Wporządku, zostane z Tobą, ale mam narazie pare spraw do załatwienia. Zadzwonie wieczorem.- pocałował mnie w policzek i wyszedł. Zdziwiłam się że tak szybko sobie poszedł. Nie pozwolił mi dojść do słowa. Wyjrzałam przez okno-pierwsze co zrobił gdy wyszedł- wyciągnął telefon i zaczął nerwowo pisać jakąś wiadomość. Coś jest nie tak.. Postaram sie to z niego wyciągnąć..
PRZEPRASZAM WAS KOCHANI ŻE DŁUGO NIE PISAŁAM, ALE JAKOŚ NIE BYŁO CZASU :D PRZEPRASZAM RÓWNIEŻ ŻE ROZDZIAŁ WYSZEDŁ NUDNY, NAPISZCIE COŚ CZASEM POD SPODEM Z ŁASKI SWOJEJ :D I MAM PYTANIE, MA SIE POJAWIĆ SCENA EROTYCZNA? BO NIE WIEM.. HAHAHA do następnegooo<3
Siedziałam na łóżku, myśląc o wszystkim co się wczoraj wydarzyło. Nagle usłyszałam głos Justina dobiegający z podwórka.Wyszłam na balkon i zobaczyłam Justina wysiadającego z auta i gadającego przez telefon.
-Kurwa nie rozumiesz?! nie mamy o czym gadać. Nie potrzebna mi jebana dobra opinia, nie potrzebna mi porządna reputacja. Dla Jass moge rzucić tą pierdoloną kariere.- krzyczał do telefonu. Nie wiedziałam o co chodzi. Justin po chwili schował telefon do kieszeni, klnąc cicho pod nosem. Usiadłam na łóżku. Chciałam udawać że nie słyszałam jego rozmowy. Z dołu dobiegł krzyk mamy, "Jass masz gościa!". Siedziałam udając że przeglądam zdjęcia. Do pokoju wszedł Justin.
Subskrybuj:
Posty (Atom)