26 sierpnia 2010

Rozdzial 4

Minelo kilka godzin, postanowilam sie wkoncu ubrac i przejsc sie. Spacer po plazy mnie uspokajal.. Nie bede caly dzien siedziec i sie nad soba uzalac. Ubralam sie tak. Zwiazalam wlosy i siegnelam po telefon w celu sprawdzenia ktora godzina.
-wow..- ponad 20 wiadomosci i kilka nie odebranych polaczen. Jakim cudem tego nie slyszalam? No tak, wyciszony telefon.. Nie mialam zamiaru ich czytac. Do torebki spakowalam tylko ipoda, gumy do zucia i balsam do ust. Zeszlam na dol i wyszlam z domu, zamykajac drzwi.
Szlam powoli, sluchajac muzyki. Wlaczylam jakis energiczny kawalek, ale wcale nie poprawil mi humoru, przez polowe drogi sluchalam smetow o milosci. Nagle ktos podbiegl do mnie od tylu i zlapal mnie w tali.
-Moj boze, tak sie o Ciebie..- wyciagnelam sluchawki z uszu i wyrwalam sie z jego uscisku- wiedzialam ze to On.. Ze to Justin.
-Odwal sie- warknelam.
-Ale przeciez..  -nie sluchajac go,ruszylam dalej. -Co Cie do cholery ugryzlo?- W jego glosie slychac bylo zlosc, ale takze smutek i rozczarowanie.
-Co mnie ugryzlo?- parsknelam smiechem- A to dobre...- Chcialam przyspieczyc, isc poporostu dalej. Byc jak najdalej stad.
-Pogadajmy..- zlapal mnie tym razem za reke.
-O czym Ty chcesz gadac?!- krzyknelam
-O nas- odpowiedzial spokojnie
-Przeciez nie ma Nas. Nie ma, nie bylo..- zacisnelam zeby- i nie bedzie..
-Nie mow tak..
-Niby czemu?
-Ranisz mnie..- wyszeptal, spuszczajac glowe.
Zasmialam sie ironicznie.- Ja? Justin prosze Cie..
-No ale..
-Nie Justin, nie ma zadnego ale- przerwalam mu.
Wyrwalam reke z jego uscisku i ruszylam w strone.. Wlasciwie to szlam przed siebie.
-Poczekaj prosze..
Odwrocilam sie w jego strone. Mialam ochote mu wszystko wygarnac.
-Kocham Cie..- powiedzial

________________________________________________________________
Krotki jakis wyszedl, no ale co tam. Nastepny pewnie wieczorem albo zaraz bo mi sie nudzi haha :D

1 komentarz: